Serwis powstał dzięki pomocy firmy VenCo

Recenzje

LIGHT COORPORATION - "Rare Dialect"

CD: ReR Recommended (2011)

Transparencies / Tokyo Streets Symphony / Maestro X / Ethnic Melody From The Saturn / The Legend Of Khan's Abduction / The Seven Wells / Merchaw Zman

Light Coorporation

"Występy Light Coorporation to połączenie muzyki i projekcji clipów. 10 części kompozycji tworzy suitę, która układa się w opowieść; pomysłowość jej formy pozwala w czasie występu na improwizacje i eksperymentowanie z dźwiękiem. ... Połączenie muzyki progresywnej lat 70tych z free-jazzem i awangardą wprowadza słuchacza w wyjątkowy klimat muzyki zespołu."

Tak przeczytać można w materiałach reklamowych zespołu. Nigdy nie miałem możliwości uczestniczyć w koncercie Light Coorporation. Nie mogę więc napisać czy powyższe słowa o występach grupy są prawdziwe. Mam przed sobą tylko płytę zespołu. Mogę więc wypowiadać się tylko na temat sfery dźwiękowej. Owego połączenia muzyki progresywnej z free-jazzem i awangardą. W książeczce dołączonej do krążka znajdujemy zdjęcia półki z winylami, a tam albumy m.in. Caravan, Davida Allena, Gong, Henry Cow, Hatfield And The North, Soft Machine. Zespół zdradza nam swoje inspiracje. Na półce najwięcej miejsca zajmują krążki wykonawców sceny Cantenbury. A scena Cantenbury to jak pamiętamy ogromny konglomerat odmian i barw muzyki rockowej zahaczającej o jazz, awangardę, psychodelię, nie stroniącej z jednej strony od piosenki a z drugiej od space rocka. Wolność i nieskrępowana forma ponad wszystko. Taka właśnie jest muzyka Light Coorporation. Instrumentalna, nieprzewidywalna, czasem transowa, chwilami senna i nastrojowa, mocno improwizowana, zakręcona i szalona. Niebanalna. Dla jednych fascynująca, dla innych niestrawna.

Nie jestem wielbicielem takiej twórczości, ale każde sięgnięcie po "Rare Dialect" było miłym odskokiem i oddechem po wysłuchaniu wykonawców neoprogressive czy prog metalu.

Daniel Wolak - "Katalog cen płyt używanych. Rocznik 2010"

WdaxRock (2011)

Niezbędnika kolekcjonera polskiech płyt rockowych część kolejna. Zgodnie z tytułem książka jest katalogiem cen używanych płyt CD, LP i SP krajowych wykonawców rockowych. Katalog opracowano na podstawie aukcji internetowych serwisu allegro. Jak podaje autor, kronikarz płytowych dokonań polskiego rynku rockowego, opracowanie powstało na podstawie ponad 52 tys. zakończonych sprzedażą aukcji. Można się z niego dowiedzieć ile egz. danego tytułu znalazło nabywców, jakie były ceny minimalne, maksymalne i średnie. I oczywiście jako, że jest to książka przeznaczona dla kolekcjonerów, przy każdej pozycji dokładnie podano o jakie wydanie chodzi. Bo wiadomo wydanie wydaniu nierówne.

Wszyscy Ci, którzy nabyli poprzedni katalog autorstwa Daniela Wolaka "Katalog cen płyt używanych. Rocznik 2009" wiedzą jak wartościowa dla kolekcjonera jest to książa. A "Rocznik 2010" został jeszcze bardziej rozbudowany, jest dużo więcej pozycji, częściowo za sprawą nieobecnych w poprzednim katalogu singlom zarówno kompaktowym jak i winylowym. Czy książka ma jakieś wady? Zauważyłem jedną. Coś się sypnęło w czsie druku i literka K wylądowała przed J. Zdarza się. Posdumowując: dla zbieraczy krajowych płyt rockowych to pozycja obowiązkowa, dla fanów polecana.

KURDE - "Sekrety Pana Ypto"

CD: Lostown Records (2011)

Crush Critters / Dżungla / Joe Ladynosky / Pills on the Tongue / Sima / Kohorty cz. II / The Night Moth / Sunset Boulevard / Gondwana

Kurde

Zespół istnieje od prawie dziesięciu lat. Swój płytowy debiut zaliczył w 2004 roku. Na kolejny krążek trzeba było jednak czekać aż do tego roku. Długo, bardzo długo.

"Kurde", nie jeste łatwo pisać o tej płycie. Nie jest łatwo także jej słuchać. Nie jest łatwo ją sklasyfikować. Style i metra mieszają się na tym krązku bezustannie. Jazz, rock, fusion, rap, funky, blues. Połamane rytmy, dziwne, zaskakujące harmonie. Niezła mieszanka. Twórczość dla osób szukających nowych muzycznych wrażeń i stroniących od sztampy. Najbardziej przypadła mi do gustu druga część płyty. Wyciszone "Kohorty II" z podkładem alfabetu Morse'a, funkujący "Night Moth" ze świetnymi jazzowymi trąbkami, klimatyczny "Sunset Boulevard" z ciekawą linią wokalną śpiewającej gościnnie Karoliny Kidoń. Album wieńczy najbliższa klasycznie pojmowanemu rockowi progresywnemu kompozycja "Gondwana", długie partie gitary i kosmicznie brzmiące klawisze.

Minusy? Niestety są. W dwóch lub trzech utworach wokalista pozwala sobie na użycie kliku niecenzuralnych słów. Tylko po co? Burzy to nastój i zniechęca do słuchania. Kończąc wypada napisac coś pozytywnego. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem jest świetna oprawa graficzna płytki. Pomysłowa, kolorowa, niebanalna i czytelna. Tak bardzo przyjemnie bierze się tę płytę do ręki i równie przyjemnie słucha jej drugiej części. Fajny album.

LOVE DE VICE - "Numaterial"

CD: Love de Vice (2010)

Cold Sun Goodbye / Hermit / Megiddo / Love Or Illusion / With You Now / Heavy Cross / Letter In 'A' Minor

lovedevice.pl

Trzy lata działalności i dwa albumy. Niezły wynik jak na początek. Ale zaraz czy aby na pewno na początek? W materiałach promocyjnych przeczytać można, że muzycy tworzący Love de Vice od ponad 10 lat grali ze sobą w kilku formacjach. Mają za sobą bogaty staż sceniczny tyle, że odbywali go pod innymi szyldami. Przez lata doskonalili swoje umiejętności, nabierali doświadczenia. W 2007 połączyli siły by pod nową nazwą "zdobyć świat" swoją muzyką. Od pierwszych dźwięków albumu słychać niesamowitą moc jaka bije z zespołu. Potężne gęste brzmienie oparte na dwóch gitarach, klawiszach i na precyzyjnie grającej sekcji. Mocny głos Pawła Graneckiego przypominający chwilami Iana Gillana i ciekawe pomysły melodyczne. Do tego dodać należy niebanalne aranże z użyciem dodatkowych instrumentów: sitaru ("Love or Illusion"), gitary akustycznej ("Megiddo", "With You Now"), skrzypiec ("With You Now", "Heavy Cross", ...).

Bardzo ciekawie zestawiono materiał płyty: na początek dwa ostre "Cold Sun Goodbye" i "Hermit", po czym wolniejszy chwilami balladowy, rozbudowany "Megiddo". Następnie powolny, ciężki z orientalnymi elementami "Love or Illusion", sympatyczna ballada "With You Now", potężnie brzmiący z wieloma zmianami tempa klimatyczny "Heavy Cross" i wreszcie finałowy trzynasto-minutowy monumentalny, podsumowujący całość "Letter In 'A' Minor". Album jest kapitalnie zrealizowany przez Jacka Melnickiego (ex-Riverside), który sprawił, że "Numaterial" brzmi potężnie i przestrzenie.

Ktoś spyta: a do czego można to porównać? A piorun wie. Słuchając płyty nie mam wielu skojarzeń z innymi wykonawcami. Jeśli już koniecznie trzeba, to zawartość "Numaterial" porównałbym do Riverside (narzuca to jakby obecność dobrego ducha zespołu Jacka Melniczuka) i Believe (to chyba przez pojawiające się tu i ówdzie partie skrzypiec Michała Jelonka).

Podsumowując: świetny rockowy krążek, zróżnicowany, przemyślany, nagrany przez zespół, który wie czego chce, nie ściga się z nikim tylko gra. Gorąco polecam.

APPLESEED - "Night In Digital Metropolis"

CD: Applessed (2010)

The Distance / Angel / Delay / What I Feel / Chasing Dreams / Dance With the Razor / Playground / Raindrops / Autumn Outside My Window

appleseed.ovh.pl

"Noc w cyfrowej metropolii". Tytuł dość trafnie określa nastrój płyty. Mroczna, chwilami senna a czasami transowa muzyka, która najbardziej kojarzy mi się z twórczością Archive, Joy Division, Clan Of Xymox i The Cure. Pobrzmiewają też w niej echa dorobku Mars Volta, Aphex Twin, a ze starszych wykonawców Pink Floyd i Wishbone Ash. Na bazie rockowej klasyki Appleseed stworzył, może niezbyt oryginalny czy unikalny, ale własny styl. Zespół istnieje już 10 lat. Ten krążek to ich debiut po dekadzie wspólnego grania i jak to zwykle bywa w takim przypadku niesie on ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Do innych zalet zaliczyć można: kilka ciekawych zapadających w pamięć motywów melodycznych, niezły angielski wokal i tajemniczy nastój jaki udało się zespołowi wytworzyć. Dzięki dużemu zróżnicowaniu melodycznemu i rytmicznemu albumu słucha się dobrze, nie nuży. Układ nagrań na płycie sprawia, że jest ona, no nawet wciągająca. Świetnie nadająca się do słuchania w późne zimowe popołudnie lub wieczór.

Jeśli miałbym wskazać słabe punkty, to byłby to niestety początek albumu. Pierwsze utwory jakoś mniej mnie przekonują. Może dlatego, że są prostsze, bardziej przebojowe i więcej w nich nawiązań do cold wave. To, że mniej mnie przekonują, nie znaczy że są złe. Ale jeśli rozpoczynam słuchanie całości od utworu nr. 5 "Chasing Dreams" to z większą przyjemnością wchodzę w muzyczny świat "cyfrowej metropolii". Tak to płyta, do której należy odnaleźć własny klucz, własną drogę. Tak aby od razu trafić do centrum "metropolii" a nie błąkać się po przedmieściach. Ja wchodzę przez udany "Chasing Dreams", bo potem następują najsmakowitsze kąski: rozbudowane "Dance With The Razor", "Playground" i "Raindrops" z wieloma zmianami tempa i zaskakującymi rozwiązaniami. Inni mogą znaleźć alternatywne wejście, może biegnące właśnie przez pierwsze nagrania...?

To nie jest najłatwiejsza w odbiorze muzyka. Mam jednak nadzieję, że znajdzie swoich odbiorców. Warto zainteresować się tą grupą. Gra ciekawie i niebanalnie. Płytę mam od kilku tygodni i muszę przyznać, że co kilka dni z przyjemnością do niej wracam.
A "Night In Digital Metropolis" zasługuje na solidne trzy i pół gwiazdki (w skali ogólnej a nie "młodej ekstraklasy"). Bardzo udany debiut.

BRAIN CONNECT - "Get On Time"

CDR: demo (2010)

Bullet (part I) / Bullet (part II) / Bullet (part III) / The Art Of Flying / Compression

brainconnect.pl

"Get On Time" to drugie demo w ponad czteroletniej historii Brain Connect. Demo bardzo udane. Począwszy od strony wizualnej - fajna szata graficzna, ciekawa grafika na okładce (reprodukcja obok), w środku dobre zdjęcia, podstawowe informacje umieszczone bardzo czytelnie, bez udziwnień i silenia się na oryginalność. Wszystko to wskazuje na jakąś myśl przewodnią, porządek. Jak widac z zamieszczonego wyżej opisu, demo składa się z pięciu nagrań trwającyh łącznie około 30 minut. Zawartość mini albumu określić można bardzo pojemnym terminem prog metal. Brian Connect oferuje nam kawałek rzetelnego rockowego grania. Rozpoczynają spokojnie nastrojowym, granym głównie na klawiszach tematem "Bullet I". Drugiej części "Bullet" stopniowo przyśpieszają aż do porywającego gitarowo-klawiszowego szaleństwa w finale. W "Bullet III" wyciszają emocje, by zakończyć jeszcze szybciej. "The Art Of Flying" to z kolei pełne zmian rytmu i barw w więszości gitarowe granie ponownie z dynamicznym finałem. W "Companion" mamy wiele fajnych duetów gitarowo-klawiszowych. Brian Connect przygotował 30 minut ciekawego solidnego rocka. Słychać imspiracje Deep Purple, Yes, twórczością wirtuozów gitary takich jak Marty Friedmann czy Vinnie Moore. Gdyby tak jeszcze zespół miał szansę nagrywać w dobrym studio z doświadczonym realizatorem. Ta płytka dowodzi, że Brian Connect na pewno na to zasługuje.