|
Kocie muzeum w Amsterdamie Tekst i zdjęcia: Elżbieta i Andrzej Lisowscy
Podreptaliśmy na górę, kierując się śladami wymalowanych na schodach kocich łapek. Na półpiętrze przywitał nas portret Johna Pierponta Morgana (1967 - 1984) - pięknego rudego kota, na którego cześć wdzięczny opiekun - Bob Meijer (swój portret umieścił w bliskim sąsiedztwie pupilka) ufundował to muzeum w 1990 roku. Zaraz potem zobaczyliśmy Johna Pierponta Morgana wkomponowanego w banknot studolarowy. Chwilę później wkroczyliśmy w świat kocich bibelotów plakatów obrazów rysunków kocich wizerunków z reklam i portretów Nie zabrakło nawet jednego z kostiumów ze słynnego musicalu "Cats". Kolekcja przypomina dobre i złe czasy dla kotów. Egipcjanie obdarzali je czcią, uznając za bóstwa. W średniowieczu były prześladowane i tępione, zwłaszcza czarne - kojarzone z magią i czarownicami. W Chinach zawsze podziwiano ich zdolności łowieckie, a w Japonii uwielbiano za grację i wdzięk. Do dziś inspirują artystów. My sami utwierdziliśmy się w przekonaniu, że i koty były i są sybarytami, miłośnikami pięknych wnętrz i niezwykłego otoczenia. I pewnie dlatego ich muzeum mieści się w eleganckiej - zdobionej stiukami Jacoba de Wit - XVII wiecznej kamienicy (zbudowanej w najlepszym okresie holenderskiego "Złotego Wieku"), w cichej uliczce nad kanałem w centrum Amsterdamu. Muzeum (Herengracht 497 - to tylko pięć minut od Rijksmuseum) czynne jest od piątku do soboty, w godz. 11.00 - 17.00, a w niedzielę 12.00 - 17.00, wstęp - 7,50 NLG. Wychodząc można kupić rozmaite pamiątki z wizerunkami kotów (pocztówki, koszulki). Można też wstąpić do Kola Przyjaciół Muzeum Kotów (wpisowe - 75 holenderskich guldenów) lub zyskać dożywotni status patrona (po jednorazowej wpłacie w wysokości 497 guldenów).
W czasie lipcowej wizyty nie udało nam się (podobnie jak i w marcu br.) porozmawiać z założycielem i właścicielem jednego z najbardziej oryginalnych (spośród 42 amsterdamskich) muzeów. Ma wielu przyjaciół w Gruzji i tam najchętniej teraz przebywa.
|
||