Choć The Flower Kings istnieją dopiero od 1994 roku, nie jest bynajmniej grupa złożona
z początkujących muzyków. Twórcą i motorem napędowym zespołu jest Roine Stolt,
muzyk bardzo dobrze znany już od lat 70-tych, kiedy to jako 17-letni chłopak zaczynał w
grupie Kaipa. Nagrał z nią 3 bardzo dobre płyty, by w 1979 roku, kiedy panowały już
zupełnie inne muzyczne trendy, rozstać się z nią i zająć drobniejszymi, bliższymi
popu muzycznymi projektami, a także tworzeniem i nagrywaniem dla innych wykonawców.
Dopiero na początku lat 90-tych Stolt postanowił wrócić do dawnych fascynacji i nagrał
solową płytę "The Flower King", utrzymaną w klasycznym klimacie rocka
symfonicznego. Do nagrania zaprosił między innymi perkusistę Hasse Bruniussona, który
zasłynął w kultowym zespole Samla Mammas Manna. Na płycie pojawili się również
drugi perkusista Jaime Salazar, saksofonista Ulf Wallander i wokalista Hasse Froberg.
Wszyscy związani są z zespołem aż do dzisiaj. Pozostałe instrumenty - gitary,
klawisze, bas, obsłużył sam Roine Stolt, będący również głównym wokalistą.
Muzyka to znakomity, dojrzały art-rock, wypełniony pięknymi melodiami, błyskotliwymi
partiami gitary i pełnym emocji śpiewem Stolta, przypominającym trochę styl Johna
Wettona. Najważniejszymi kompozycjami są otwierający "The Flower King", oraz
ponad 20-minutowa, zachwycająca suita "Humannizimo". Można bawić się we
wskazywanie inspiracji takimi zespołami, jak Yes, Genesis, Camel, King Crimson, ale tak
naprawdę wszystko to stapia się w piękną, niepowtarzalną całość. Choć wszystkie
te określenia w odniesieniu do muzyki The Flower Kings pozostają aktualne aż do tej
pory, dla Stolta i kolegów "The Flower King" był dopiero pierwszym krokiem na
drodze artystycznym rozwoju. Z każdym kolejnym albumem wspinali się oni na poziomy
mistrzostwa niedostępne dla 99% współczesnych zespołów.
Ale aby do tego doszło, zespół The Flower King musiał się ostatecznie uformować.
Roine zaprosił do współpracy swego wieloletniego znajomego, klasycznie wykształconego
pianistę Tomasa Bodina, oraz swego brata, basistę Michaela Stolta. W takim składzie The
Flower Kings mogli zacząć koncertować, a zadebiutowali na szwedzkim festiwalu rocka
progresywnego w sierpniu '94. Zachęceni sukcesem debiutu, nagrania nowej płyty rozpoczęły
się już w grudniu. Ukazała się ona pod koniec 1995 roku i nosiła tytuł "Back In
The World Of Adventures". Brzmienie zostało wzbogacone mellotronem Bodina, a całość
była jeszcze bardziej dopracowana. Gustownie wstawione cytaty z utworów dawnych gigantów
tylko dodały smaku płycie. Od tamtej pory "Królowie" nie zwolnili już tempa.
Maj 1996 r. - ukazuje się płyta Retropolis, na której Stolt wykorzystał sporo
niewykorzystanego wcześniej materiału, pochodzącego nawet z lat 70-tych. Grudzień 1996
- solowa płyta Bodina "An Ordinary Night In My Ordinary Life", z gościnnym
udziałem członków zespołu. Maj 1997 - PODWÓJNY album studyjny "Stardust We
Are", wiosna 1998 - solowa płyta Stolta "Hydrophonia", wreszcie styczeń
1999 - kolejny PODWÓJNY album zespołu "Flower Power"! Co to za szaleńcy? Czy
oni nie wychodzą ze studia? Dlaczego płodzą jakieś przeraźliwie rozciągnięte i na
pewno nudne płyty? Zanim zaczniecie przylepiać stereotypowe łatki, posłuchajcie
muzyki. Płyty "Królów", szczególnie "Stardust.." i "Flower
Power" są zdumiewająco różnorodne i bogate we wpływy różnych stylów.
Obok monumentalnych progresywnych utworów, jak (w przypadku "Stardust We Are")
"In The Eyes Of The World", "Circus Brimstone", czy suita
"Stardust We Are", można na nich znaleźć łagodne ballady, kameralne utwory
gitarowe, czy nawet zahaczające o country. Dlatego niektórzy
zarzucają The Flower Kings, że nagrywają sporo "wypełniaczy". Nieprawda, to
są również przepiękne kompozycje, świadczące o szerokich horyzontach zespołu. Po
prostu trzeba inaczej do nich podejść. Doskonale pomaga w tym ich wyrafinowane
brzmienie. Wśród wykorzystywanych instrumentów klawiszowych poczesne miejsce mają
mellotron i kościelne organy, zaś bogactwo brzmień, jakie wydaje z gitary Stolt jest
przeogromne. W uszy rzuca się subtelność, zdumiewająca melodyjność i operowanie
nastrojem. Do tego trzeba być jednak doskonałym instrumentalistą, a Stolt, Bodin i ich
koledzy w 100% spełniają ten warunek. Muzyka The Flower Kings potrafi być duchowym przeżyciem
także dzięki tekstom, krążącym wokół
tematyki dobra i zła, wartości nadających życiu sens i czyniących szczęśliwym.
Warto jeszcze wspomnieć o solowych płytach Stolta i Bodina. Obie są całkowicie instrumentalne i w pewnym stopniu odbiegają od dokonań zespołu, aczkolwiek podobieństwa, przed wszystkim brzmieniowe, pozostają. Album Bodina "An Ordinary Night In My Ordinary Life" zawiera sporo muzycznych eksperymentów, między innymi atonalny fragment przedstawiający senne koszmary. "Hydrophonia" Stolta to bardziej jednorodna muzyka, wypełniona pięknymi melodiami, a zainspirowana żywiołem, jakim jest woda. Obie, choć nie sięgają poziomu nagrań "Królów", są bardzo dobre, i każdy prawdziwy fan zespołu powinien je mieć. Dyskografię zespołu uzupełniają składanka typu "the best of" - "Scanning The Greenhouse", oraz wydane w nakładzie zaledwie 750 egzemplarzy wydawnictwo zawierające niepublikowane nagrania koncertowe oraz "odrzuty" - "Edition Limitee Quebec 1998". Co do tego wychodzenia ze studia - na pewno to robią, przynajmniej, żeby zagrać koncerty... Ale nie jest to zespół na tyle popularny, żeby stać ich było na długie tournee. Raz-dwa razy do roku grają po kilka-kilkanaście koncertów w różnych miejscach świata. Roine Stolt deklaruje, że muzyka zajmuje mu 12-15 godzin dziennie. To nie tylko nagrania, Roine prowadzi też interesy zespołu, a wytwórnia "Foxtrot Records" jest jego własnością. Zapewnia to pełną niezależność i kontrolę nad poczynaniami zespołu, ale nie daje finansowego wsparcia, możliwości szerszego promowania się. Muzyka The Flower Kings musi zdobywać uznanie sama, wyłącznie dzięki własnej "sile przekonywania" i opiniom przekazywanym wzajemnie przez fanów i krytyków. Dotychczasowe płyty zespołu zostały wydane przez własną wytwórnię Roine Stolta Foxtrot Records i nie były łatwo dostępne w normalnej sprzedaży. Na szczęście w 1999 roku grupa podpisała kontrakt z prężną niemiecką firma Inside Out, która jest również wydawcą płyt Spock's Beard. Jej nakładem ukazał się właśnie pierwszy koncertowy album The Flower Kings "Alive On Planet Earth", zawierający obok najlepszych kompozycji zespołu, nierzadko wzbogaconych o długie improwizacje, również cover "The Lamb Lies On Broadway" Genesis oraz stary utwór Kaipy "Inget Nytt Under Solen". A Roine Stolt z kolegami pracują już nad nowa płytą - tym razem pojedynczą, która na pewno ukaże się jeszcze w 2000 roku.
Polshaq
Flower Kings - 'Back To The World Of Adventure'. Trwa kolo 70 minut, zawiera 10
kompozycji, z czego najdluzsza - ostatnia - to 14 minutowa epicka opowiesc w stylu
zblizonym troche do Yes. W ogole ta plytka to znakomity test na inteligiencje i znajomosc
klasyki: duzo w niej cytatow z Emersona, Yesow i Crimsonow z pierwszego okresu; slychac
takze Camela, Floydow, a nawet Genesis. Ale Flower Kings nie zrzynaja w sposob
nachalny i doslowny, jak np taki Citizen Cain czy Pendragon. Klimaty w 'Swiecie
przygod' zmieniaja sie jak w kalejdoskopie. Sa fragmenty dynamiczniejsze, jak np w
rozpoczynajacym krazek kawalku tytulowym, w ktorym Roine Stolt pokazuje, ze
'nieprzecietnym gitarzysta jest'. Na plycie zamieszczono tez kompozycje bardziej
stonowane, np mellotronowy 'Train to nowhere'. Jesli chodzi o instrumentarium, to w uzyciu
sa Hammondy i mellotron, a podobno i syntezatory, choc nie psuja dzwiekowego sosu rodem z
poczatku lat siedemdziesiatych.
Coz tu wiecej pisac. Plyta jest swietna, wiec goraco ja polecam.
Joanna Jaroszewska