ROKITNO SZLACHECKIE 2005r.
Dzień pierwszy, piątek:
Jemy wuszty (sam przygotowywałem, nie chwaląc się ;) ), spożywamy ;)))))) & walczymy z komuną paląc dzieła wodza


Komuna pokonana więc możemy imprezować

Dzień drugi:
Śniadanie (lubie) i opalanie (nie lubie :( ) i sesemesy - to tez lubie ;) i piwo - b.lubie


Cud się zdarzył - umyłem moje sportowo-terenowe autko Ferrari F1, tylko koń gdzieś sie zmył ;)

Wieczór to samo ;)))))))))), no i patrzymy w gwiazdy ;)



Niektórzy udowadniali, że sie znają na gwiazdach




Dzień trzeci:
Graliśmy w fusbal, balem z blazą bez luftu ;) , a inni bawili się w ogrodnika, zabawkami, żeby chociaż w... doktora



"...To już jest koniec, bo nie ma już nic (do spożycia, przyp. Miky) , jesteśmy wolni, możemy..." jechać
O filozofach, czyli wnioski z imprezowania z filozofami ;) :
- piją wóde w strasznych ilościach (a gdzie szlachetne browarki ??)
- jak wypiją to filozofują o filozofii (beznadzieja dla zwykłego śmiertelnika:
Czy dwa kubki obok siebie to jedność czy nie??
- od siebie dodam: "Na grzyba komu taka wiedza?")
a jak mówi Ferdynand Kiepski: "Gadać to każden jeden potrafi, a robić nie ma komu!"
- co drugi z nich to wegetarianin, przynajmniej więcej wuszcików było dla mnie ;)