Poezja...

Tutaj znajduje się kilka wierszy pewnej wspaniałej dziewczyny która mimo iż bardzo daleko, jest ciągle przy mnie i bez której słów nie wyobrażam sobie życia. A na samym dole, kilka wierszy Crisa.

* * *

wino piją
podzielą się ze mną
kiedy na polanę wkroczę
z przymrużonymi oczami do słońca
z tęczą zamiast ubrania
jestem tu bezpieczna

patrzę na ptaki
oni patrzą
nie mam noża w rękach
kiedy myślę

nie minęłam jeszcze
z butelką w ręku
i z przyjaciółmi wokół

zapiszę się
na zielonych niciach traw
na sieciach pajęczych

cisza

* * *

Stanęła w świetle
niewinna twarz
podszedł do niej
uderzył
łza na niewinnej twarzy
Nie chcę tej łzy
spierdalaj z nią
już dobrze
spokojnie
otarła ją

cisza

* * *

Jestem intruzem
intruza można kopać
można na niego truć

Jadłam nasze mięso
skrzepłą krwią ozdobione

cisza

* * *

Ze swoim cieniem
zetknęłam się przypadkowo
odkryłam jego
sprawne dłonie
i sprężystość ruchów
nie miałam nic przeciwko
drżałam

nie zgaśnie ogień
tej nocy
i następnych

cisza

* * *

Urodziłeś się
Jesteś...
jesteś skurwiel
? powietrze
chcesz mówić
zamknij się
bo nie ma litości
nie ma zrozumienia
jakże samotny
biedny
skulony
siedzisz w kącie
utoniesz we
własnych odchodach
zdychaj

jesteś za bardzo
mi potrzebny

cisza

* * *

Wilgotne spocone dłonie
maszerują do obłej skóry

wyrażam prośbę
zgięciem palca

? na wpół osiem

i teraz robię
wgłębienia na obłej skórze

zaznaczam siebie
na jego skroniach
na jego ustach
formując z niego
inną istotę

cisza

* * *

zwierzęcym gestem
wbili mi szpony

ucieknę im
jeszcze moje tętno
słychać w śpiewie ptaka
mleko z piersi
jeszcze ciepłe

wydobędę się
z ich złych spojrzeń
z ich jednolitych słów

zwyciężę

tak mówił
niesiony wiatrem
mój trup

cisza

* * *

Jestem zimna
od dzisiejszego słońca
jestem trochę martwa
po udanym skoku z mostu
trochę szczęśliwa
przez chwilę byłam ptakiem
nie wrócę
nie woła mnie
żadne serce
żadne nasienie
noszone wiosennym wiatrem

jestem trochę jak trup
po dzisiejszym samobójstwie

cisza

* * *

oraz...

Kilka wierszy pewnego mojego znajomego, który ukrywa się za pseudonimem Cris.

* * *

Ojcze

możesz mnie przecież zabić
pchnij mnie tylko nożem
ostrza twoich słów już mnie nie ranią
twoje surowe spojrzenie też już nie działa
nawet uderzeń ręką nie czuję

tak, weź ten z największym ostrzem!
tylko się nie skalecz, to mogło by boleć.

nie możesz?
oj, przecież już to ćwiczyłeś.
to dla ciebie proste,
tylko jeden zamach.

wiedziałem, że znów mnie zawiedziesz.
ale jutro pewnie też będziesz tego chciał,
może w końcu ci wyjdzie.

Cris

* * *

Matko

tak, wiem,
bardzo mnie kochasz.
zrobiłaś już dla mnie tyle.
mam przecież wszystko co trzeba,
dach nad głową, pełną lodówkę,
czasem nawet dajesz mi na kino.
niektórzy tego nie mają.

szkoda tylko, że tak swobodnie patrzysz
jak umieram.

Cris

* * *

Któregoś dnia i tak was opuszczę
wyślizgnę się z brudnych rąk czasu
przeniknę w otchłań nicości
i wypluję wam w twarz
te zgniłe skrawki tolerancji
kawałki waszej sztucznej miłości
i obłudne słowa pocieszenia
wasze ironiczne spojrzenia
i zmrożę to syntetyczne ciepło
które i tak dawno odeszło
zwymiotuję namiastkę zrozumienia
i oddam wszystkie wasze słowa do spalenia
oddam też wszystkie uczucia
bo tam dokąd się wybieram
potrzebny jest tylko drewniany futerał

Cris

* * *

Marzenia w kąt duszy wplecione
najczarniejsze sny w otchłań rzeczywistości rzucone
wnet trochę szumu, skowytu, oklasków
i suchy powrót... do czerni blasku
I tylko czasem odwracam głowę
rzut kątem oka... w normalności stronę
by się nacieszyć widokiem przez chwilę
i wrócić w otchłań...
skąd przybyłem

Cris

* * *